— Ragis zdrów — oznajmiła po przywitaniu Julka — obiecał przyjść jutro z własnym sprawozdaniem i podzięką.

— Bardzo ci wdzięczny za pamięć! — wtrąciła z cicha Hanka.

— I bardzo tęskni do panny Anety! — dodała wesoło Julka.

Witold nieśmiało z daleka ukłonił się Irence, wybąknąwszy coś niewyraźnie. Jego humor, żarty urwisa, cynizm bursza178, roztopiły się i znikły wraz z funduszem. Bez złota było to zero.

Rozmowa stała się ogólna, dość ożywiona za staraniem Julki. Irenka coraz częściej wyglądała oknem i nadstawiała uszu.

Pani Czertwan całą swą uwagę i łaskę zwróciła na Marwitza.

— Pan niedawno w naszych stronach? — zapytała uśmiechnięta.

— Przyjechałem jednocześnie z tymi paniami — odparł, oczyma wskazując na Hankę.

— A długo pan myśli zabawić?

— Do wyjazdu tych pań.