— Czegóż jej brak?
— Ależ wszystkiego! Nie widział jej pan dawno?
— Od śmierci ojca.
— Jak to, trzy miesiące? Nigdzie, nawet w kościele?
— Parafia poświcka za rzeką. Nie miałem czasu przyjechać do siebie.
— No, to pan jej nie pozna. Cień został! Pomimo pozwolenia ojca, matka słyszeć nawet nie chce o jej naukach. Skonfiskowała jej pieniądze, rządzi sama folwarkiem, jej każe pracować w śpiżarni i oborze. Nie mogąc sama poradzić, Hanka wezwała mnie na ratunek.
— I cóż pani zrobiła?
— Zbuntowałam stryja, który od czasu, gdy go wyleczyłam z reumatyzmu, zachwycony jest moją medycyną. Tymczasem i jego przedstawienia36 nie pomogły, pani Czertwan nie chce dać pozwolenia.
— A pieniądze oddała? — wtrącił Marek spokojnie.
— Ale broń Boże!