— Uhm... musi mieć rację — zamruczał.
— Dlaczego?
— Bo ich pewnie nie ma.
— No, to co będzie? — zawołała niespokojnie.
Swoim zwyczajem ruszył w milczeniu ramionami.
— A gdzie Hanka? — spytał po chwili namysłu.
— W domu! Panie Czertwan, proszę pana serdecznie o pomoc; ja wiem, że gdy pan zechce, to zrobi!
— Trzeba mi Hanki wiary i zaufania. Niech wybiera między nimi a mną.
— Pomówię z Hanką! — rzekł.
— Ona już dawno wybrała, mówiła mi! A ja sądzę, że nie ona jedna myślała przez to lato.