— Droga nauka! — zauważył.
— Cóż robić? Nie mogę mu zwichnąć kariery dla tak niskich względów.
— Jakaż była cyfra długów?
— Ah, dużo! Trzydzieści tysięcy rubli! — szepnęła nieśmiało.
— Zapłaciła matka? — spytał, nie okazując żadnego wrażenia.
— W części zalewie. Cały mój zapas zginął. Zostałam bez grosza. Ale to są tylko półśrodki, a tu trzeba stanowczego lekarstwa. Wicio musi się uczyć, dom trzeba prowadzić, gospodarstwo ulepszać. Krótko mówiąc, potrzebuję zaraz dziesięciu tysięcy rubli.
Zatrzymała się i odetchnęła głęboko. Spojrzała na swego słuchacza. Siedział pochylony, jak zwykle, patrząc w ziemię. Chłód ten jego, pełen krytyki, doprowadzał ją do wybuchu niegdyś. Ale teraz czuła, że go potrzebuje, reprezentował jej poświeckie kapitały.
— Udaję się tedy do ciebie, jako do głowy rodziny teraz, o radę i pomoc...
Podniósł oczy.
— O pomoc? — powtórzył z naciskiem.