— Tak, kochany synu! Jest to twój święty obowiązek.
Ruszył brwiami.
— A jakież warunki pożyczki? — zagadnął.
— Jak ci się zdaje? A żeby sprzedać ten kawał ziemi osobny w stronie Saudwilów?
— Żwirble? One nie warte dziesięć tysięcy, najwyżej dwa...
— Bój się Boga! Tak mało?
— Nikt więcej nie da. Czy matka ma plenipotencję Witolda do sprzedaży?...
— Mam, kochane dziecko, on wierzy, że dla jego dobra życiebym dała!
— Na kiedyż potrzebne pieniądze?
— Choćby zaraz!