— Wezmę w arendę młyny u pani Janiszewskiej.
— A one ci na co?
— Wezmę komis dostawy mąki dla wojska.
Stary pomyślał i wąsa zagryzł.
— A Poświcie? — zagadnął.
— Dam rady! — odparł spokojnie Marek.
I pochyliwszy się nad stołem, zaczął końcem noża coś na nim kreślić.
— Zarobię trzy tysiące rubli dla Witolda! — zamruczał w końcu, wstając z miejsca.
Wieczór minął, zaścianek spał. Po krótkim czasie i w ostatniej zagrodzie zgasło światło; psy tylko ujadały i wicher jesienny wył ponuro.
Około północy zbudził się Ragis i posłyszał, że Marek nie śpi.