— Zostaniesz boso, żmija cię utnie i będę miał kram z leczeniem! — zdecydował.
Arcydzieło zostało wyrzucone za płot.
Wypucowali się, przebrali, zjedli śniadanie i poszli wszyscy pod krzyż. Rosomak odmówił pacierze, odśpiewali Kto się w opiekę133.
Coto był przejęty ceremonią i zgorszony, że go Pantera wciąż trącał i oczami pokazywał ptasią skrzynię lęgową, zawieszoną wysoko na brzozie.
Ledwie skończyli, Pantera krzyknął:
— Wodzu, dudek jest w tej skrzynce!
— Widziałeś?
— A jakże! Gdyśmy śpiewali: „Ciebie on z łowczych obierzy134 wyzuje”135, łeb wysadził i czub nadstawił, taki ufny! Pokazywałem Cotowi, ale nie zrozumiał, że kolegę tam ma!
— A jak się nazywa dudek po łacinie? — spytał Coto.
— Pewnie Coto vulgaris136.