— Radzę ci nie cytować łaciny, bo Pantera cię przezwie i tak zostanie! — zaśmiał się Rosomak, patrząc z radością na brzozę.
— To już który nowy mieszkaniec skrzynek? — Zaczął liczyć: — Pierwsze osiadły wszędobylskie sikory: bogatka, modra i uboga, potem czarne muchołówki, krętogłów, następnie szpaki i dzięcioły. Dudek jest siódmy.
— Ósme szerszenie, dziewiąte rude myszy — wymieniał Pantera — no, i my w naszej skrzynce! Dziesięciu osadników w puszczy.
— Jazda! — zakomenderował Rosomak. — Torby z jedzeniem na ramię, siekiery za pas; każdy jakiś sprzęt do swych kolekcji i zdobyczy. Chałupę kołkiem zamknąć, obrok dla towarzyszy postawić u płotu i marsz!
Zakrzątnął się każdy i poszli.
Dzień był świąteczny, pogodny, zbyt upalny nawet.
— Poświęci nas majowy deszcz po południu — rzekł Żuraw, rozglądając się po niebie.
Idący na czele Rosomak zaintonował ich leśny hymn. Radosna pieśń objęła las i ich dusze jakimś żywiołowym junactwem137.
Powiedziesz ty, powiedziesz nas,
Na ten słoneczny szlak,