Pantera wytrząsnął ryby w ceberek164 i zaczął je oprawiać, a Coto się przebierał koło ognia, gdy wtem skrzypnęły drzwi wejściowe i głęboki głos pozdrowił ich.

Zerwali się wszyscy. Oczy Rosomaka zabłysły tak, jak błyszczały tylko do jego ukochanych ptaków, uśmiechnął się radośnie Żuraw i wszyscy jednym głosem odpowiedzieli:

— Witajcie, ojcze!

Do izby wszedł olbrzymi chłop. Twarz miał suchą z orlim nosem, parę szarych, bystrych oczu, usta osłonięte przystrzyżonym siwym wąsem, na głowie gęsta, krótka, szpakowata czupryna — a w całości swej typ przepyszny, sarmackiej siły i powagi. Miał na sobie burą kapotę, nogi w rzemiennych chodakach; przy jednym boku nosił borsuczą torbę, przy drugim łubiankę, puzderko, na plecach strzelbę pistonówkę165, za pasem rzemiennym siekierę. Pozdrowiwszy, podniósł oczy na Królową i odmówił ich zwykłą modlitwę: Salve Regina, potem zaczął się rozbierać i zawieszać swe rzeczy w alkierzu Pantery na zwykłych widocznie miejscach. I mówił, odpowiadając na ich pytania:

— Byłbym już u was, synkowie, dawno. Co mi kładki! Ja znam przejścia zawsze dostępne! Ale mi córka wnuczkę urodziła i trochę zachorzała. Musiałem więc być za gospodynię i niańkę. A potem chrzciny! Trza było całą „okolicę” ugościć. Teraz już z wami zostanę przez sianokosy. Trawy, widzę, dobre, ale z rybami ubogo w tym roku. Za wielka woda i jeszcze dolało. Ale od nowiu nastanie dobra pogoda. Widzę, chłopak wam przybył do kompanii. Swój czy cudzy?

— Siostry syn! — odparł Rosomak.

— Jasnooki i czarnowłosy jak wasz ród. Krzepki w sobie i suchy; pożyje długo, byle rozum miał. A mądry dzieciuch! Jakiem na niego zawołał, to tylko okiem rzucił i umknął. Tak, chłopcze, zawsze czyń, jak w pustce obcego spotkasz. Obcy a wróg to prawie jedno!

Stary był widocznie u siebie. Zajrzał do spiżarni, do sieni, do komory, umył ręce, rozwiesił swą kapotę na piecu i rozsiadł się ze swą kobiałką166 za stołem.

— Gościńce167 przyniosłem. Tytoń mój zeszłoroczny, nad podziw się udał. A te nici na siatkę, z samych płoskuni168, zebrane po źdźble. Nie zerwie się, nie zgnije! A taki pantofel macie?

— Remizowe gniazdo! — krzyknął Pantera.