Dali łatać przetaki183.

Bujne wyprawy, włóczęga po puszczy, cudaczne łowy i pomysły — wszystko to trzeba było przerwać i zaprząc się do orki domowego gospodarstwa na cały długi miesiąc.

Przez chwilę osowiały był Pantera, potem coś sobie wymyślił na pociechę, bo zaczął pogwizdywać i uśmiechać się do siebie. I zabrał się do roboty z wielkim rozmachem.

Znój

Zapanowało nad ziemią słońce w całej potędze. Wieczorne zorze nie gasły. Ledwie się stały bursztynowe na zachodzie, już wschód opalowy się nadszedł i po krótkiej nocy budził się świat do czynu. Bujały liście, kwiaty, słały się dywany coraz barwniejsze, we wszystkich gniazdach samiczki ogrzewały jajka lub zaczynały karmić pisklęta. Miodowa woń biła ku niebu z polan kwietnych, upajała szarą chmarę pszczelą, podniecając do rójki184. Jak srebrne flety grały po lesie wilgi — ostatni przybysze letni! Nie było to jeszcze lato, ale zaczynał się znój i gorączkowa praca tworzenia owocu z kwiatu, hodowania przyszłości.

Pod sosnami w słońcu zabarwiły się poziomki; w cieniu wystrzeliły pierwsze wielkie dzwonki; łąki zaczerwieniały od smółek.

Wszystkie te oznaki zbierał w myśli Pantera, przykuty do chaty, oczekując na coś, co go uwolni od gotowania i krzątania gospodarskiego.

Obierając kartofle, sprzątając, piorąc bieliznę, rąbiąc drwa, zawsze zerkał w kierunku kładek, które prowadziły do dalekich ludzkich osiedli.

Aż pewnego odwieczerza, gdy szykował ryby do suszenia, posłyszał szelest w chaszczach i na polanie ukazał się chłopak, wyrostek.

— Jasiek! A gdzie matka? — krzyknął Pantera, czując wielką ochotę do fiknięcia koziołka z uciechy.