— Pleć, pleciugo! — zaśmiał się Odrowąż.
— Znalazłem gniazdo kaczki na drzewie. Dalibóg, na sośnie!
Rosomak ruszył ramionami. Coto parsknął śmiechem.
— Bywa! — potwierdził Odrowąż. — Nawet ci opowiem, jak małe wyprowadza, bom widział: brała każde w dziób, znosiła na ziemię i kładła łapkami do góry. Leżały spokojnie na grzbiecie, aż zniosła ostatnie. Wtedy każde odwróciła na łapki i poszły za nią sznurkiem do wody.
Nikt mu nie zaprzeczył, a Coto jął się dopominać, żeby go Pantera zaraz do gniazda prowadził.
— W niedzielę pójdziemy. A teraz, Pantero, chatnym ładem się zajmij, bo Żuraw wróci późno w nocy. Zresztą on już swój miesiąc odsłużył. Na ciebie kolej.
Pantera obładował się rybami i ruszył do chaty, pośpiewując:
Oj dej dy dy, oj dy dy,
Zagnali mnie do bidy!
Oj do bidy, do jakiej.