— Ho, ho, ja mam trzydzieści siedem i dopiero się dziś ożeniłem. Pojąłem waszą wnuczkę, ojcze. Zaraz, ledwiem ją poznał, bo bałem się, że mnie Żuraw ubiegnie! — śmiał się Pantera.
— No i na teściową zdałeś swą robotę.
— Ale za to wyręczę żonę w grabieniu. Coto, dostaniesz kosę, nie lamentuj, mam zapasową. A dogodzę ci przez wdzięczność, żeś mi doradził małżeństwo. Pyszny wynalazek! Zaraz mi przybyło powagi!
I na udokumentowanie tej powagi dał susa w gąszcze, zabeczał jak kozioł i krzyknął:
— Hej, Jasiek, Coto! Kto goni Panterę?
Chłopcy pognali.
— On ich godzinę będzie zwodził, a wreszcie gdzieś się przyczai, omami, że i do wieczora będą szukali! — zaśmiał się Odrowąż.
Jakoż, gdy przyszli do chaty, zastali Panterę z „żoną” na ręku i z Kubą na ramieniu. Trochę tylko był zdyszany.
— Gdzie chłopcy? — spytał Rosomak.
— Szukają Pantery po puszczy.