— Nie jutro, ale dziś. Do południa trzeba kopice wszystkie ściągnąć ot, tutaj, a od obiadu cały leśny naród stoży204. Rozkaz ojca Odrowąża, bo jutro ulewa!
— Oj, to dobrze! — wyrwało się chłopcom.
— Że pokosy zmokną, to dobrze? Oj, gospodarze z was, co mają tylko stodołę pod kapeluszem, a w niej wróble się gnieżdżą! No, żywo, bierz, Jasiek, linkę, a ty, Coto, gramol się na szkapę! A może ci zydelek205 podać? Zaczynajcie od najdalszych. Muszę, matko, z żonką się przywitać! — Wziął dziecko na ręce i zaczął z nim tańczyć, pośpiewując:
Pada deszczyk, pada po drobnej krzewinie,
Kochajże mnie, żonko, ino nie zdradliwie!
— Oj, zięciu, zięciu, deszczu nie wywołuj, córki mi nie bałamuć, a chłopaków pokieruj! — śmiała się Szczepańska.
— Prawda! Coto pewnie pojęcia nie ma, czy koń ciągnie pyskiem czy ogonem.
— Są ludzie, co ciągną tylko językiem! — warknął Coto.
Pantera parsknął śmiechem.
— A to ci rekrut pyskaty! Ochrzczę cię na pewno „Gęba Rusznica”! Zobaczysz! No, jazda, smyki!