Gdy wstępował na drabinę, w zębach trzymając huczące pszczoły, Odrowąż komenderował:

— Żebyś się nie śpieszył, żebyś się nie oganiał, żebyś się na nie nawet w myśli nie rozgniewał. Po głosie słychać, że matka jest, więc się nie zerwą. Za pazuchą łyżkę masz. Pomalutku czerp i do oka puszczaj. A uważaj na matkę, żebyś nie uraził.

— Pomogę mu! — rzekł Rosomak, porwany swym zamiłowaniem, i wciągnął się po sznurze na górny konar.

— Wolę się gapić z dołu! — mruknął Pantera.

We dwóch na górze było lżej. Rosomak związkę209 potrzymał. Jasiek się wygodnie na leziwie umieścił. Otworzono więzienie, szary obłok ich otoczył, ale już Jasiek pierwszą garstkę do oczka przysunął i z cicha, radośnie szeptał:

— Idą!

Obydwaj wlepili oczy w szarą ruszającą się masę i nagle Rosomak, przechylony zupełnie głową w dół, zanurzył rękę w mrowie i szepnął:

— Matka!

Pięść jego szara była jak kłębek. Przesunął ją do wrót barci i obydwaj zaśmiali się cicho, radośnie.

— Poszła! — szepnęli.