— Różne bywają przyjemności, trzeba temu wierzyć. Wódz już pół godziny głową na dół wisi, a ty siedzisz na pętli podpórki pod nogami.
— Wiadomo, bartnicka robota i uciecha — rzekł sentencjonalnie Jasiek.
— No to się cieszcie. My idziemy kosy klepać.
Tego dnia, gdy spożyli wieczerzę i zapalili fajki, Rosomak się odezwał:
— Czy jest tu między nami Jasiek Szczepański?
Chłopak oczy podniósł, ale nim usta otworzył, odpowiedział Pantera:
— Nie ma tu żadnego Jaśka Szczepańskiego, jest Bartnik borowy, nasz druh i towarzysz.
— A czy ten młody Bartnik miłuje pszczoły, nie krzywdzi ich, nie rabuje, nie gniewa się, gdy kłują, nie chowa ich dla przeklętego pieniądza?
— Nie handlarz, ale miłujący jest! — rzekł Odrowąż.
— I będę! — szepnął Jasiek.