— A czy ten Bartnik, co chce naszym być, miłuje Boga, Stworzyciela tego boru?
— Miłuje, pacierz serdecznie mówi i nigdy nie kłamie! — rzekła matka.
— A czy ten Bartnik miłuje i nie czyni krzywdy żadnemu bożemu stworzeniu, co tu z nami żyje i rośnie w tym lesie?
— Jako towarzyszy i przyjaciół miłuje i szanuje! — rzekł Żuraw.
— A czy ten Bartnik nie ma w lesie czegoś, czego by się lękał w dzień czy w ciemnej nocy?
— Ja się tylko lękam wstydu! — odpowiedział hardo Jasiek.
— A czy ten Bartnik zna wszelką leśną robotę, by w borze mógł żyć, choćby sam został?
— Potrafi! — rzekł krótko zawsze milczący Szczepański.
— Zatem Bartnik borowy jest naszym druhem i towarzyszem rodzonym! — zakończył Rosomak, wyciągając do chłopca prawicę do uścisku.
Powstali Żuraw i Pantera, podali także dłonie, a potem chłopak wyrwał się na boży świat, bo nie chciał, by ktoś ze starszych widział, że mu z oczu leciały łzy, a w piersi tak się tłukło serce, że słowa nie potrafił wymówić. I odtąd nikt nań nie zawołał: „Jaśku”, bo by nikomu nie odpowiedział — tylko dla matki czynił wyjątek.