Po tym chrzcie leśnym mężczyźni zabrali się do klepania kos i Odrowąż rzekł do Rosomaka:

— Widzi się dziecinną zabawę, ale taką, co jej chłopak nie zapomni przez całe życie. A pokieruje go w pracy i uchroni od podłości. Dzieciuch Bartnikiem zostanie.

Milczał chwilę Rosomak, zapatrzony w klingę kosy. Potem się wyprostował i objął oczami rozkochanymi las i niebo.

— Dziecinność! — rzekł zamyślony. — Mnie się zdaje wielkim skarbem, że my tu wszyscy mamy dusze i myśli dziecinne. Może idziemy ku Królestwu Niebieskiemu, wedle Chrystusowych słów obietnicy.

Jak Coto zdobył leśne imię

Dziesięć potężnych stogów stanęło po polanach — owoc ich znoju i trudu. Czerwiec się kończył, słonecznego triumfu i majestatu miesiąc, przepychu barw, wzrostu i woni. Las był cały w kobiercach kwietnych, rozświergotany młodzieżą ptasią, a już owocny, bo jagodniki dojrzały i barwiły ziemię.

Ludzi znój i trud poczernił, wysuszył, ale i skrzepił. Coto tak wyrósł, że odzież Żurawia nosił, a w drzwiach chaty musiał się schylać. Gdy skończyli sianokosy, Odrowąż posłał Bartnika do domu, by obejrzał zboża, czy gotowe do żniwa, a pozostali zajęli się rybołówstwem, zaniedbanym przez pewien czas. Brodząc po wyschniętych zalewach, Pantera z Cotem wymyślili, by zapalić Kupalny ogień211, bo była to właśnie wigilia św. Jana212. Brodzili i wyciągali raki z pieczar. Połów był wspaniały, okazy olbrzymie.

— Ja to miejsce znam od dawna w sekrecie — śmiał się Pantera. — To raczej matecznik. A spełzło się to plugastwo tutaj od zeszłego roku do zadartego przez wilki łosia. Zadarły olbrzyma, bo się walił pod ciężarem w lód, a one z wierzchu się trzymały. Ale jak zadarły, ginąc, w głąb poszedł i tylko rakom się zdał. Przypadkiem brodząc, znalazłem w wodzie łeb i rogi. Siedemnaście miał rosoch. Patriarcha był. Czerep i rogi wydobyliśmy z wodzem, ale co do raków, tom mu się nie pochwalił. Oni czasem trzy dni nic nie dostaną, a ja idę jak do spiżarni.

— Co my teraz będziemy robili, jak siano gotowe? — spytał Coto.

— Pomożemy w żniwach Odrowążom, a potem wódz myśli groblę rzucić na tę topiel do starych Puchaczych Chojnar, żeby tamtą stronę móc zbadać dokumentnie. Tamtędy można będzie do Żurawich Lęgów się dostać i może remizy znaleźć. Hej! Roboty nam nie zabraknie, ale w dzisiaj nas wszystkich pierwszy smutek trąca!