— Dlaczego?
— Słońce od dziś mniejsze! Idzie ku jesieni, ku ziemi, ku nocy. Ha, trudno! — stęknął i aby smutek odegnać, dodał: — Kupałę zapalimy na Wdowiej Górze. Widoczna będzie aż na stałych lądach, gdzie ludzie mieszkają. No, mamy ćwierć213 raków, dosyć na wieczerzę. Zostawimy matce w chacie i skoczymy stos kupalny przygotować.
Szczepańska, czyniąc wielkie porządki w chacie, przyjęła mile zdobycz, a oni, nie czekając powrotu towarzyszy, pobiegli w bór. Gdy wrócili o zachodzie słońca, Pantera oznajmił:
— Wodzu, palimy Kupałę. Zrobiliśmy stos pod niebo wysoki.
— Dobrze. Wszyscy pójdziemy! Tylko ryb mnóstwo do oprawienia. Gromadnie trzeba pracować, żeby do wieczora skończyć!
Mniej się to Panterze podobało, ale wziął się z innymi do roboty.
— Nie będzie głodu w post — mówił. — Żeby jeszcze grzyby obrodziły, to zimować będziemy jak króle. Ot, i Bartnik wraca.
Bartnik przyniósł więź kłosów żytnich i ciężki tobół zapasów, przy tym różne wieści ze świata.
Ziarno wyłuskał na dłoń Odrowąż, obejrzał, w zębach spróbował.
— Dopiero po św. Pietrze214 można żąć — zdecydował.