Stos płonął, pryskał, łuną na niebie kwitł. Po pieśni żołnierskiej żywi wspominali modlitwą bohaterskie kości.

Ale Pantera nie mógł już dłużej utrzymać swej natury w tak wysokim napięciu i gdy skończyli modlitwę, zaczął podjudzać chłopców do skakania przez ogień i do różnych łamanych sztuk. Zaprosił potem „pannę młodą” do tańca i pośpiewując, pohukując, okrążał ognisko.

Potem namówił do śpiewu i przy skrzypcach i fletni Żurawia szła pieśń za pieśnią — daleko w ciszy nocnej.

A wreszcie zaczęła Szczepańska prawić baśnie o kwiecie paproci i o skarbach.

Rozciągnięty przy ogniu, milczący Rosomak słuchał. Dorzucił słowo Pantera, Odrowąż, Żuraw, nawet mruk Szczepański. On, zapatrzony w niebo, milczał.

— Wódz zdrzemnął się — odezwał się Pantera. — A pewnie nie byle jakie cuda widział i słyszał. A chodząc nocami po puszczy, może w chodaku miał kwiat paproci.

— Nawet go zawsze mam, a i to wam powiem, że każdy z nas go posiada! — odparł Rosomak powoli, a wszyscy utkwili weń oczy pytające.

— Bo tak — mówił dalej. — W baśni tkwi cała mądrość pierwobytu, i trzeba baśń w życie wprowadzić. W baśni śmiałkowie zdobywają królewny i szklaną górę, i żywą wodę, i taką wolę i wytrzymałość trza mieć. Zdobywają szczęście, bo ofiarowują siebie, by słabych, uciemiężonych, zaklętych wyzwolić. W baśni silny wspiera słabego, głupi dobry zwycięża silnego złego i w baśni stworzenie boże, ptaki, zwierz, gad, owad, wraca do przyjaźni z człowiekiem, do zrozumienia, jak być powinno. W baśni życia siły uzdrowienia, mądrość i jasnowidztwo dają źródła wody, krzepkość daje zbożowe ziarno; na szczycie, na tronie zasiada pastuch rodem, ale bohater z duszy i czynu. Kto baśń zrozumie i żyć wedle niej będzie, ten posiadł kwiat paproci. Ten ma „oczy, co widzą, uszy, co słyszą”235. Ten żyje mądrością przyrody. A jeśli kto z nas, tu bytujących, co by z doli swej nie był rad, drugim zazdrościł? Czegoś cudzego, obcego, dalekiego, innego pożądał?

Milczeli wszyscy.

— No, toć kwiat paproci mamy w zanadrzu głęboko, skąd nie wypadnie: w sercu.