Ale Pantera stroił cudaczne miny, a potem po swojemu „prysnął” w las, stęskniony za bujaniem i swobodą.
Rozeszli się wnet inni, każdy do swej namiętności: Odrowąż z Rosomakiem na połów, a Bartnik do pszczół. Tylko Żuraw został na gospodarstwie, ale się też zatopił w segregowaniu mnóstwa okrzesek, krzemiennych grotów i siekier, skorup i glinianych paciorków — zdobyczy z dalekich lądów.
Po południu przybiegła Szczepańska. Zawiesiła kołyskę z „panną młodą” w alkierzu, jęła się po swojemu do roboty i napełniła weselem i śpiewem całe obejście.
— Bez kobiety śmiecie się u was gromadom! — śmiała się do Żurawia.
— Nie może być ładu bez matki! — potwierdził.
Zaczęła więc Szczepańska szorowanie gruntowne. Umaiła kwieciem izbę, bieliznę brudną wyniosła do wody, a pomagał jej Coto wedle sił, oczekując niecierpliwie wieczora.
Nareszcie, gdy obsiedli wszyscy stół z wieczerzą, ozwał się Rosomak:
— Jest tu wśród nas Coto?
W chłopcu zabiło na gwałt serce.
— Nie ma u nas żadnego Cota! — odparł Pantera. — Jest leśny nasz druh, Orlik bojowy, co z gołymi rękami na rysia się rzucił.