Nad stosem grzybów, oczyszczając je i sortując do suszenia, klęczeli we trzech — Pantera i chłopcy — szepcząc coś tajemniczo. Po twarzach latały im uśmiechy. Zdawali się wcale nie słyszeć, co mówiono w podsieniu.

— Jednego diabła tylko widziano? — rzekł Rosomak, głos podnosząc. — Ja widziałem trzech.

Orlik nie wytrzymał, podniósł głowę, a Pantera podchwycił:

— Wódz to nawet jasnowidzenia miewa.

— Za trzy dni grzyby się skończą, już robaczeją. Dopiero za miesiąc znowu się wysypią! — stwierdził Odrowąż.

— Mam na ten miesiąc wielką robotę — rzekł Rosomak, gdy zasiedli do wieczerzy. — Takich suchych błot nie było lat wiele. Moglibyśmy się do pohybelnika dobrać. Jak myślicie, ojcze?

— Można spróbować! Tam nawet zimą w krąg są oparzeliska244. Trzeba będzie łozy słać i mościć przesmyk. Siła nas teraz, to dokonamy tego.

— Przede wszystkim do Puchaczego Ostępu trzeba się dostać: tam jeszcze grzyby nietknięte czekają.

— Jutro zatem wyprawa!

— Bo i po drodze na pohybelnik.