„Stanowczo ludzie jadają niesmaczne rzeczy”, pomyślał z grymasem, przymykając oczy.

Gdy łyżki zagrzechotały po dnie misy, Rosomak rzekł:

— Ja zaraz czółnem ruszę, rybne tonie zobaczę i kosze zastawię. Pantera obejrzy i do porządku doprowadzi stajenkę dla domowników. Żuraw chałupę do reszty wyczyści i sprawdzi warzywnik. Jutro wszyscy razem grzędy skopiemy i obsadzimy.

— Przede wszystkim ja bym rad zmienić skórę — rzekł Pantera, patrząc po swym ubraniu.

— Ano, idźcie do komory i przebierajcie się, ja tylko fajkę wypalę! Chodaki też trzeba namoczyć.

Komora była za sienią, szeroka i widna. Tam też nocowali Rosomak z Żurawiem. Pantera miał swe posłanie w alkierzu70 za izbą.

Gdy leśni ludzie wrócili do izby, byli zmienieni zupełnie. Mieli na sobie tylko szare płótno, na nogach lekkie lipowe chodaki; pas rzemienny z nożem w pochwie obciskał luźną kurtkę; na głowie filcowy kapelusz.

— Dopiero teraz las nas za swoich uzna! — zaśmiał się z uciechą Pantera, biorąc siekierę i zabierając się do swej roboty około stajenki. Żuraw zaczął zmywać statki71, więc się i Rosomak ruszył.

Przebrał się i on, rozprostował z rozkoszą członki, wyładował z wozu swoją osobistą skrzynkę, pełną książek zoologicznych, przyrządów do kolekcji przyrodniczych, i tysiące drobiazgów, których do studiów używał i strzegł jak oka w głowie.

Potem umieścił wysoko w podsieniu u pułapu stary rękaw od kożucha, nocne mieszkanie Kuby. But z Tupciem położył u węgła. Wreszcie obładował się koszami na ryby, wziął wiosło i siekierę i poszedł do czółna. Miało ono swą przystań za krynicą, pod starą olchą nad strugą. Rosomak wylał z dna deszczową wodę, władował kosze, odczepił łozową wić i odbił od brzegu.