— A ile tu śladów! Rachuję, że klęp było z siedem na godach. Spory młokos, siedmiolatek! Już go liszki napoczęły, tej nocy wilki dokończą. Jakby mieć strzelbę, zasadzkę można by zrobić, tylko że skóry nic niewarte.
Rosomak zaczął gwizdać w pewien znany towarzyszom sposób, by ich zwołać co rychlej.
Odpowiedziały odzewy coraz bliższe, wreszcie wszyscy się zebrali i gwar napełnił puszczę.
— Patrzcie, smyki, do czego doprowadzają amory! — śmiał się Pantera do chłopców.
A Żuraw badał naukowo zwłoki i rzekł:
— Szkoda, żeśmy nie widzieli turnieju. Bronił się po bohatersku. Jedną rosochę ma zupełnie utrąconą i przednią nogę złamaną. Upadł i wtedy tamten rozpruł mu jelita i zdeptał go.
— I poprowadził stado za sobą tamtędy! Ławą szli, jak prawdziwe weselne grono!
Praktyczny Pantera z Odrowążem już rozpalili ognisko; stary zabierał się do zdjęcia skóry.
Chłopcy gapili się ciekawie. Żuraw badał obsady rogów, tylko Rosomak opodal się wyciągnął na ziemi i oczy od tych jatek odwrócił.
I ozwał się nagle po długim milczeniu: