— Ja muszę ukosić szuwarów na ściółkę — rzekł Pantera. — Lada dzień będziemy mieli urodziny. Gadałem z Łataną Skórą: córki się spodziewa.

— Będzie jej pewnie Sroka na imię.

— Ja muszę być aż za Proszalną Brzozą, lizawki81 dla saren zrobić — rzekł Rosomak.

— Może byś poszukał raków w jeziorku, Żurawiu?

— Chyba po południu! Jeszcze ogródka nie doprowadziłem do porządku i mam kram z mlekiem.

— To mi daj soli w torbę i zostań zdrów!

Wzuli buty. Pantera kosę wytoczył i poszli.

Żuraw statki pozmywał i zabrał się do swych ukochanych roślin. W małym ogródku przy chacie zabawiał się w aklimatyzację kwiatów leśnych. Przynosił z puszczy storczyki, dzwonki, amarantowe gladiolusy, rutewki, gruszyczki, spiree, walerianę i miał to wszystko pod amatorską pieczą.

Wyciągnął się obok grządek i oglądał plantację, gdy posłyszał szelest u płotka.

Usunął się szybko z obawy przed żmiją, ale ujrzał zdziwiony Tupcia.