— Trzmiele! Niewielkie, szare. Sypnęły mi się do oczu, więc zmykałem co tchu i przez to na gałęzie nie zważałem. I gruchnąłem.

— No, a w którejże było to gniazdo gołych mysząt, coś mi je łaskawie włożył do maszynki kawowej? — spytał spokojnie Żuraw.

— Ja? Myszęta? Jakie? Kiedy?

— Ach, prawda! To także pewnie „domowy”! Żeś go nie wołał na pomoc przy zwichniętej ręce!

— „Domowy” na medycynę nie chadza.

— A ja mam złą wieść. Pszczoły w wierzbie nie mają matki!

Zafrasowali się86 obydwaj i jęli radzić.

— Pójdę po czerw87 do Odrowąża — ofiarował się Pantera.

— Kładki do Odrowąża są jeszcze pod wodą, a takie kręte, że sto razy można się pomylić i w bagno wpaść.

— Może do domu pojechać, bo i chleba już mamy niewiele. Nawet nie mogę zrozumieć, gdzie mi tak prędko wyszedł — rzekł Żuraw.