— Nie zasłaniaj mi światła! — mruknął, operując lancetem skórkę młodego.
— Rzekł Diogenes107! — zaśmiał się Żuraw. — Ale i chleba nie mamy wcale, i kartofle się kończą.
Milczenie. Ostatnie cięcia — skórka była oddzielona. Rosomak z triumfem dzieło swe oglądał.
— Nawet mistrz Łastowski108 pochwaliłby mnie — rzekł. — Teraz arszenikiem zabezpieczyć i wypchać.
— A masz takie pomarańczowe oczy?
Zastanowił się Rosomak.
— Mam, ale czym zabrał pudełko?
Poszedł do komory, chwilę zabawił.
— Właśnie, że pudełko w biurku we dworze! — rzekł frasobliwie109.
— Dzięki Bogu. Z tej racji może obmyślisz, jak by się do tam dostać.