— Odrowąż dowodzi, że taki wielki to ludojad i specjalnie żywi się żandarmami.

— To może lepiej puścić go do jeziora z powrotem, kiedy taki zacny uprawia proceder.

— No nie, bo ja też na zimowe posty chcę mieć wyżerkę.

— Ano, to szukam buta! A głowę to bym rad spreparować.

— Bez fatygi ci to mrówki zrobią. Znam jedno mrowisko jak stóg; tam ją zakopiemy.

Po godzinie już płynęli z powrotem. Jezioro zmieniło wygląd, bo się wiatr zerwał i napędzał chmury z zachodu. Parno było, zbierało się na burzę.

— Namagaj114, bo nie zdążymy przed deszczem! — rozglądał się Żuraw niespokojnie.

— Okrutnie miło być na wodzie, jak pioruny „głaskają” — śmiał się Pantera.

— O! Już chmury biorą pęd. Zaraz jak tabun rozhulany pójdą. Trzask, ot i z bata błyskawica pali. Będzie taniec!

Zakotłowało się w chmurach. Zygzak, błysk, grom padł, wicher skręcił czółno i nagle lunął deszcz. Jezioro-niebo stało się jedną masą wody, czarnych chmur, piany, fal, oślepiających błysków i huku, jakby świat cały w drzazgi się rozpadał.