Chłopak dostał łyżkę drewnianą, kromkę czarnego chleba i patrząc, jak oni jedzą, zaczął czerpać ze wspólnej misy.

— Co to? — spytał po chwili.

Wszyscy się zaśmieli.

— Nie inaczej! Dobrze cię ochrzcił Pantera. Będziesz „Coto”, zanim na inną nazwę zasłużysz. Pytasz, co jemy? To polewka z ryb.

— Z suma! Wiecie, wodzu, żeśmy ułowili takiego, jak się rzadko trafia. To był tydzień wielkich łowów: puchacze, sum!

— No i nowych przybyszów: źrebię, Tupcio i Coto.

— I kosięta się wylęgły w szopce Hatory!

Coto chciał spytać, co to kosięta, ale się zawstydził. Postanowił sam się dowiedzieć rano.

Po wieczerzy zawołał go Żuraw do pomocy przy zmywaniu statków, przy czym chłopak się bardzo zabrudził i potłukł miskę. Potem go wezwał Pantera i poprowadził po drabince na strych, gdzie naładował olbrzymi wór siana.

— Będziesz na tym spał, rekrucie Coto. Schodź ostrożnie po drabinie, żebyś siebie nie urządził jak miskę! Macie, już leży!