— Mogę wziąć jedno jajko? — spytał Coto.

— Jeśli jasne, to jest mało zalęgłe. Inaczej zniszczeje przy wydmuchiwaniu.

— Mam początek kolekcji! — ucieszył się Coto, pokazując zdobycz. Rosomak sięgnął do jednej ze swych kieszeni i dał mu szklaną tubkę wyłożoną watą. Było już na dnie rdzawo nakrapiane jajeczko.

— A to czyje?

— Sikory czubatki, znalazłem je wczoraj w starym wiewiórczym gnieździe.

Coto zaczął oglądać każdy krzak czeremchy.

— Pilnuj też jałowców! To kopalnie gniazd. A ot, na brzozie, kunsztowna kobiałka zięby; widzisz, przyklejone do tej rosochy jakby zgrubienie pnia.

— Wdrapię się!

— Jazda!

Skoczył chłopak. Wdrapywał się dość niezdarnie, wreszcie złamała się gałąź i spadł.