— Czekaj!

Rosomak wyjął z torby sznur z hakiem na końcu i zarzucił zgrabnie na rosochę.

— Masz pomoc. Opasz się końcem, masz węzeł w środku, wciągaj się.

Wciągnął się Coto.

— Co za cudny koszyczek, wyłożony czerwonymi, jedwabnymi nitkami; dwa jajka jak kamyki szarosine, w plamki ciemne.

— Weź jedno! Dopiero lęg zaczęły, może się nie doliczy.

— Ale jak zniosę na dół?

— Ano w dziobku, jak kukułka swoje podrzuca.

Coto z ostrożnością umieścił zdobycz w tubce.

— Ależ wuj ma oko! — zachwycał się.