— Leśnego „ludzia”, jak mówi Pantera. Ja wiem, gdzie kto mieszka w moim świecie! Trafiam!

Teraz Coto zaczął się potykać, bo oglądał każdą brzozę i czeremchę.

Raptem spod nóg poderwała mu się malutka żółto-szara ptaszyna.

— Wuju, tu coś jest! — zawołał gorączkowo, padając na ziemię.

— Jest świtunka lub piecuszek, nie uważałem. Tak, świtunka, bo samczyk lamentuje, słyszysz „pi — pi — pi!”? Ostrożnie, bo rozdepczesz. Domek ma wejście z boku, przy ziemi, może pod tą suchą paprocią. Masz?

— Nie, tu nic nie ma.

— Dobrze schowana. Szukaj, nasłuchując lamentu; im głośniejszy, tym jesteś bliżej. Zupełnie jak dziecinna zabawa w „ciepło i zimno”.

— Jest, jest! Otworek, na ziemi; mnóstwo jajek, jak paciorki!

— Weź jedno i zmykajmy, bo strasznie lamentują!

— Wuju, to już naprawdę moja znajda126, pierwsza?