Zziajał się, zmoczył, podrapał twarz i ręce, aż spocony wydostał się na szlak szerszy i ujrzał przed sobą śmiejącego się Panterę.
— Po łoskocie myślałem, że jakiś niedźwiedź zmartwychwstał i goni Hatorę. A to ci pilno do miski, rekrucie. Brniesz jak łoś, na wprost, przez bagno!
— Pantera wie, że sam, sam znalazłem gniazdo świtunki? Mam jajko!
— Drozdowa co dzień w kurniku też znajduje jajka! Taka sztuka! Świtunka! Wielka mi parada! Ja znalazłem hajstra.
— Co to takiego?
— Czarny bocian leśny. Wódz się ucieszy. Niedaleko był od tego miejsca, gdziem łozę darł.
— Będziemy razem wydmuchiwać!
— Razem to trudno, ale zaraz ci pokażę, jak się robi, tylko chudobę oporządzę.
Pobiegli obaj do osady. Oparty o płot, już Rosomak czekał.
— Nie zbłądziłeś? — spytał.