— Ot i Męka Pańska189! — oznajmił furman rozwijając sążnisty bat i zbierając silniej lejce.

Wysada zamajaczyła jak rząd olbrzymich grenadierów u wnijścia190 do królewskiej rezydencji; wpadli w bramę przez okropne zaspy; siwosze, parskając radośnie, zaryły się pod gankiem.

— Do oficyny, Maciej! Do oficyny! — krzyczał Jan; ale na odgłos dzwoneczka i walenia z bata w domu zajaśniały światła, stary Walenty ukazał się w progu.

— Pani kazała prosić — rzekł — właśnie piją herbatę.

Młodzi ludzie wysiedli i spoważnieli jak na komendę.

— Teraz bomba pęknie — szepnął Jan, rozbierając się szybko i trąc skostniałe dłonie.

Wentzel uśmiechnął się zagadkowo.

— Chodźmy śmiało.

W jadalni pani Tekla z Jadzią siedziały jak wtedy, same; ale obeszło się tym razem bez rekomendacji. Niemiec poszedł prosto do ręki babki, ucałował ją i wyrzekł powoli, z nadzwyczajnym wysiłkiem pamięci:

— Jestem na rozkazy babuni!