Oczy jej ukradkiem zerknęły na wnuka, korzystając, że wszyscy byli zajęci jedzeniem.

Jan, zaspokoiwszy głód i stłumiwszy pomieszanie, zwrócił się do siostry:

— Jadziu, przywiozłem ci z Berlina piękny prezent za trudy poniesione w moim zastępstwie przy gospodarce. Cóż zdziałałaś, siostrzyczko?

— Odprawiłam pisarza w Olszance.

— Oho! Tak energicznie! Po siedmiu latach służby!

— To ci bynajmniej honoru nie czyni tyle lat dać się okradać!

— Co? Piasecki złodziej? Eh! Ktoś ci plotkę doniósł.

— Ciekawam192 kto i jak mógł mi donieść, kiedy ty sam nazywasz mnie głuchoniemą! — odparła podnosząc brwi. — Przecie, żebym lubiła mówić, a choćby słuchać, rozmawiałabym z tobą.

— Więc ja ci mówię, że Piasecki złodziej — zawołała pani Tekla. — Już bo ty jesteś dobroci i łatwowierności anielskiej. Służba cała ubóstwia ciebie, bo ją rozpieszczasz, tolerujesz usterki, darowujesz najgorsze winy. Pewnie spostrzegłeś od dawna fałsze w rachunkach Piaseckiego i pozwalałeś się okradać.

— At, jakieś tam kilka korców193 pośladu194. Biedak ma żonę...