— Aha, ładną Marcelkę! — zaperzyła się pani Tekla i chciała coś dodać, ale panna Jadwiga rzuciła jej proszące spojrzenie, więc tylko pogroziła palcem Janowi.
— Jak babunię szanuję, takem nawet nie wiedział jej imienia — tłumaczył się chłopak — alem rzeczywiście tolerował ten drobiazg Piaseckiemu.
— Trzeba było oznajmić mi tę tolerancję wyjeżdżając — rzekła Jadzia.
— Złapałaś go na gorącym uczynku?
— A jakże! — odpowiedziała za nią pani Tekla. — Pojechała w nocy z tutejszym rządcą do Olszanki i zastała dwie fury pod magazynem. Był to brat i szwagier pięknej Marcelki ze zdobyczą.
— To trochę za dużo! — wtrącił Jan.
— Zdaje się! Jadzia zażądała księgi i wzięła klucze. Nazajutrz przy sobie kazała odmierzyć zboże i znalazła wedle rachunków dużą superatę195 ziarna.
— Miałaś niemały kłopot, Jadziuniu.
— Dwa dni tylko — odparła spokojnie.
— Więcej nieszczęść nie było?