— Czy ty nie robisz planów na przyszłość?
— Co do kuligów — nie.
Wentzel zrobił w duchu uwagę, że dziewczyna ta pobiłaby Schöneicha w grze na słowa.
— Byłem w teatrze w Berlinie — opowiadał Jan, zaciągając się tytoniem — dawali jakiś straszny dramat, było pełno trupów.
— Tytułu nie pamiętasz?
— Zapomniałem: Hamlet czy Otello.
— Dwie rzeczy nadzwyczaj do siebie podobne! — zaśmiał się Wentzel, a Jan wtórował z całego serca rad, że rozchmurzy nawet poważne usta siostry.
Wtem w sali rozległy się drobne kroczki staruszki.
— Fe! — gderała już z daleka. — Co tu dymu! Ale ładnie pachnie.
Wetknęła głowę przez drzwi.