— Pani prosi zaraz do siebie.

Croy-Dülmen porwał się jak na alarm, ale ledwie zrozumiał, o co chodzi, gdy przyleciał chłopiec kredensowy.

— Jasna pani kazała, coby pan graf zara199 szedł.

— Idę, idę!

Ubierał się z gorączkowym pośpiechem.

— Jak to dobrze, że ja nie mam pieniędzy... mogę spać spokojnie — mruczał Jan spod kołdry.

W tej chwili zjawił się ogrodniczek.

— Jasna pani kazała jasnemu grafowi oznajmić, że czekają — zawołał zdyszany.

— Rózgi gotowe! — śmiał się Chrząstkowski.

Wentzel wyszedł jak stał — w lakierkach i eleganckim tużurku — na śnieg; krawat zapinał w drodze.