Nie było go dobre trzy kwadranse, nareszcie wrócił.
— Po egzekucji? — spytał Jan.
— Nie; uniknąłem szczęśliwie bastonady200. Pozwolono mi łaskawie nabyć Strugę.
— Pan pewnie zły na siebie za podany projekt.
— Wcale nie. Jeden majątek więcej cóż mi może zaszkodzić? Będę pańskim sąsiadem. Dzisiaj pojadę do Głębockiego i dobijemy targu.
Jan nic nie odpowiedział i coś sumował.
— To milczenie jest mocno antygermańskie — zauważył Croy-Dülmen, zaczynając z gruntu tualetę.
— Broń Boże... Przecie pan nie posądza mnie o szowinizm pani Tekli. Niemców gatunkuję na różne kategorie. Nie jest pan ani urzędnikiem, ani policjantem, ani aferzystą na naszą krwawicę, ale arystokratą i człowiekiem dobrze wychowanym. Sąsiedztwo pańskie zaś nie zbliży mnie z wami, chyba z rządcą i plenipotentem. Nie zakopie się pan na wsi, tym bardziej u nas, Polaków. Milczałem, bom myślał, czy powiedzieć coś panu.
— Grad heraus201! Słucham.
— Czy ma pan ochotę kupić Strugę, rzetelną ochotę? Czy pan woli wykręcić się słomą z tej alternatywy?