Był tak roztargniony, że się zląkł, iż coś powiedział niedorzecznego, i aż poczerwieniał.

— Ależ babciu! Cóż ja powiedziałem tak złego? — bronił się zbity z tropu.

Absurdum209! Milion dla ratowania ziemi! Jakiej? Czy ty wiesz, czy ty pojmujesz? Co tobie do tej ziemi! Ona nie jest twoja, cudza, wroga! Ja chcę, żebyś zrobił dobry interes, tylko tyle!

Oprzytomniał, zląkł się, że go panna Jadwiga znowu posądzi o fałsz dla zamydlenia oczu staruszki, o podłość, jak to nazywała i odparł swobodnie:

— Sąsiedztwo Mariampola będę zawsze uważał za dobry interes, a Struga nie będzie mi obcą ziemią, ale własną, skoro ją nabędę.

— No, pewnie, własną i drogą! — wmieszała się do rozmowy panna Jadwiga z odcieniem ironii.

Jan się zaperzył.

— Ty jeszcze drwinkuj! Z twego powodu, dla pięknych oczu sąsiedzi głowy tracą.

— Co? Jak? — spytała pani Tekla.

— Ano, to jasne. To cena postawiona dla konkurenta.