— Idźcie sobie precz z waszą gorączką! A to istna egzekucja! Kulig! Mnie starej to nawet w głowie!

Jan wziął siostrę na stronę.

— Aniołku, gołąbko, różyczko! Namów babkę, jedźmy. Tak mi się chce potańczyć i pohulać — prosił jak dziecko.

— Na cóż ja ci jestem potrzebna? Przecie się Cesia nie nazywam — odparła ze śmiechem. — Jedźcie sobie z Bogiem, nikt was nie zatrzymuje.

— Kiedy hrabia nie chce.

— Ano, to jego proś. Wyglądacie jak Kastor i Polluks213.

— Ach, jakaś ty nieznośna! Hrabia słusznie cię kokietką nazywa. Drożysz214 się na złość jemu i mnie — zawołał niecierpliwie.

— Na takie dictum215 stanowczo nie pojadę! — odparła marszcząc brwi.

— No, nie, nie! Nie mówił tego. To mój wymysł. Doprawdy niegrzecznie odmawiać Żdżarskim. Wyglądać to będzie na demonstrację.

— Strasznie się tego boję.