— Czego się spieracie? — wmieszała się babka.
— Jadzia nie chce jechać. Sprzysięgli się wszyscy na mnie.
— Idź no do gospodarstwa tymczasem, a hrabia niech się ubiera na bal. Cóż z wami robić! Trzeba starej ustąpić i tłuc się dla was. No, no, nie dziękuj. Robię to ustępstwo tylko dlatego, żeby ten Niemiec zobaczył choć raz w życiu porządne towarzystwo i nauczył się bawić przyzwoicie.
Po tej konkluzji podreptała do siebie, zostawiając Jasia w szale radości, a hrabiego z miną tragikomicznego zdumienia, obrazy i niedowierzania. Cel poświęcenia babki miernie mu trafił do przekonania.
Popatrzył na Jana tańczącego solo walczyka w stronę drzwi — na pannę Jadwigę uśmiechającą się zagadkowo, ruszył ramionami i wahał się, co robić.
Dopomogła mu w namyśle.
— Warto się obrazić i zostać samemu z Anhellim — rzekła drwiąco.
— Co buntujesz hrabiego? Fe! Nie wódź na pokusę, kiedyś sama zła. Aha, nie udało się mi dokuczyć; musisz jechać i pląsać, jak każda śmiertelniczka! Bardzom rad216. Kto pod kim dołki kopie, sam w nie wpada. Chodźmy, hrabio, przyoblekać godowe szaty.
Gdy się drzwi za nimi zamknęły, sarkazm znikł z twarzy panienki: podeszła do okna, oparła czoło o szybę i zadumała się chwilę.
— Ach, żeby wrócić można było wstecz i obrać217 inną drogę! Dałabym wiele! — zamruczała, patrząc ponuro w biały śniegowy całun.