„Hrabina Mielżyńska — zamajaczyło w pamięci Wentzla jak mane, tekel Baltazara223.

Ukłonił się po raz drugi.

— Istotnie, byłem w Biarritz latem — rzekł, usuwając się z drogi tańczącym za krzesło damy.

Stefan Żdżarski rad, że się zbył obowiązku, rzucił Niemca na pastwę hrabiny i pobiegł do panienek.

— A któż była ta śliczna pani, blondynka? — badała dalej interlokutorka Wentzla, wachlując się z wdziękiem.

— To była moja kuzynka — odparł bezczelnie.

Nosek pani Mielżyńskiej poruszył się wątpliwie224.

Tiens, tiens225 — zaśmiała się złośliwie. — To panu hrabiemu oddają pod opiekę takie kuzynki?

— Czemuż by nie? — odparł, czując, że nie potrzebuje się tutaj bawić w katońską cnotę i nie mogąc się oprzeć pokusie pożartowania z szykowną damą. — Czy pani uważała, żem źle wypełniał226 obowiązki opiekuna?

C’est selon227! — zaśmiała się.