— Wisi na miejscu. Czego babci potrzeba?
— Nic, nic. Podręcznika lekarskiego. To nie dla ciebie pisane. Znajdę sama.
— Ja babci pomogę — zerwał się Jan skwapliwie.
I oboje zniknęli za drzwiami.
Poczciwy swat! Wentzel życzył mu sto buziaków Cesi w nagrodę bratniej pomocy.
Zostali tedy sami i to na długo, bo Jan potrafi zatrzymać staruszkę, ile sam zechce — i Wentzel rozmyślał, jak zacząć rozmowę, gdy — o cudo! — Jadzia odezwała się pierwsza:
— Dziś rano przyszedł list, mylnie do mnie adresowany. Zwracam go panu.
Końcem palców podała mu kopertę, na widok której pobladł śmiertelnie, a potem wyszła z pokoju.
Wziął, przeczytał i, rzuciwszy go na ziemię, oburącz desperacko objął głowę.
— Jetzt ist’s aus267! — zamruczał i miał ochotę wyć ze złości, wstydu i rozpaczy.