Pochylił się nad nią i, odgarniając ciemne włosy, pocałował w czoło, potem osunął się na krzesło obok i spytał całym sercem:
— Czy ty i mnie nie ufasz? Przeciem ci rad280, żebyś chciała, krew oddam. Czy ty mnie nie kochasz?
Podniosła ku niemu głębokie oczy z okropnym żalem i przygarnęła mu się do piersi, kryjąc twarz.
— Ja bym cię chciała spytać o coś, Jasiu — szepnęła.
— No, to powiedz, siostrzyczko.
— Kiedy bo ty wiesz. Odpowiedz bez pytania, bo mnie tak trudno.
— To dobrze. Jeżelibym, Jadziuniu, ja, kochając Cesię, był związany z inną słowem, to honor każe mi zerwać słowo, bo inaczej będę kłamcą, oszustem i krzywoprzysięzcą. To obowiązek człowieka, przykry, lecz konieczny.
Zamilkł i ona milczała. Po chwili prawie siłą podniósł jej spuszczoną głowę i zajrzał w twarz. Była bardzo blada, a na rzęsach jej błyszczały brylanty z łez.
— Zgadłem, Jadziu? — spytał z cicha.
Kiwnęła tylko głową.