— Moja Jadzia, moja Jadzia! — wołał zdławionym głosem. — Zwyciężyłem, Jasiu!
Chrząstkowski milczał, rękami strzepnął.
— Owdowieje ona prędko, biedna! — wymówił ponuro.
I jakby w odpowiedzi na to smutne proroctwo rozległ się głos Stefana:
— A zatem na dwadzieścia kroków. Do pierwszej krwi.
— Nie, do ostatniej krwi! — poprawił Głębocki.
— Zgoda, hrabio? — spytał Stefan wzdrygając się.
— Zgoda! — odparł stanowczo Wentzel, postępując na oznaczoną metę.
Zwrócił się jeszcze do przyjaciela.
— Pożegnasz ją, jeśli zginę — szepnął.