Jan nie mógł mówić — głową skinął.
Sekundanci zmienili pistolety, hrabia swój spuścił — czekając strzału.
Była minuta strasznej ciszy.
Na wysokość serca Wentzla podniosła się błyszcząca lufa. On patrzał ponad głowy, w górę — zdawało mu się, że jeszcze czuje główkę ukochanej na ramieniu, na ustach jej koralowe wargi. Głębocki spuścił cyngiel.
— Piston332 nie spalił! — zawołano wkoło z uczuciem niezmiernej ulgi. Wentzel ocknął się z zadumy.
— Jeśli nie spalił, to załóż pan nowy! — krzyknął.
— Co ty gadasz! — upomniał Jan przerażony.
— Nic. Tak się należy!
Głębocki podniósł drugi raz broń — i drugi raz zawiódł piston.
Zaczął kląć i posądzać o oszukaństwo.