— Jutro, jakem to cioci już dawno oznajmił, jadę do narzeczonej. Przez tydzień, który mi pozostaje do ślubu, nie mogę odbyć klimatycznej kuracji.

— Ślub można odłożyć. Twoje zdrowie ważniejsze.

Wentzel podniósł oczy i popatrzył na mówiącą jak na obłąkaną, potem zmarszczył surowo brwi.

— Czy ciocia była dziś w kościele? — spytał

— A jakże. Podczas karnawału słucham co dzień nabożeństwa. Ludzie tyle grzeszą!

— Otóż zaproponuję cioci: proszę przestać bywać w kościele...

— Jak to? Ja przestać... — nie mogła dokończyć.

— Tak, ciociu, ja w zamian odłożę swe małżeństwo.

— Brednie! Mieszać nabożeństwo z takimi rzeczami!

— Jak to z takimi rzeczami?... Zdaje mi się, że to sakrament, ciociu! Oj, oj, wietrzeją cioci zasady!