— Byłem, jasny panie.
— Zdrowi wszyscy? Masz listy?
— Zdrowi. Jasna pani kazała powiedzieć, że gotowe wszystko i czeka pana hrabiego. Jasna panienka dała list. Młody pan...
— Gdzież list, ośle? — przerwał hrabia.
Lokaj podał złoconą tacę, a na niej elegancki bilecik. Ręka hrabiego drżała jak w febrze. Schował list na sercu i pytał dalej:
— Rozporządziłeś na jutro konie, ludzi, zaprzęgi?
— Dałem rozkaz rządcy. Młody pan...
Sądzone było, że polecenie Jana nie zostanie wymówione. Wentzel znowu przerwał:
— Zamówisz jutro ekstra pociąg w zarządzie kolei. Możesz iść tymczasem. Konie jutro od rana. Marsz!
Urban zniknął jak widmo. Młody człowiek otworzył pachnący bilecik i czytał z bijącym sercem: