— Ach, nonsens! Zaśmiałam się może parę razy.

Tertio7: ten kuzynek z Harcu!

— Musiałeś dzisiaj pić za wiele przy kolacji... bredzisz! — rzuciła z dąsem, a potem nagle przechyliła się ku niemu i, skubiąc zalotnie jego kędzierzawą czuprynę, spytała z przymileniem:

— Ale ty mnie kochasz, szkaradniku... nie rzuciłbyś dla nikogo!

— Dla nikogo, nigdy, Auroro! — odparł bez namysłu.

— Słowo hrabiego Croy-Dülmen?

— Słowo twojego Wentzla.

— Masz, pocałuj mnie za to.

Chwilę milczeli oboje w namiętnym uścisku i pozostali przytuleni do siebie, szepcząc stłumionym głosem.

— Wiesz — mówiła kobieta — czemu dziś takam niespokojna8? Cały świat cię swata, żeni na gwałt! Zastawiają na ciebie sieci, spiskują, intrygują! Ach, po coś ty taki bogaty, wielki pan, pierwsza partia, i taki piękny!