— A jednak dla mnie nie poświęciłbyś tysiąca owych stosunków, gdzie nie cenisz i nie kochasz?

— Nie, jutrzenko. Ani jednego!

— Pfe! Prawisz impertynencje.

— Pfe! Jesteś zazdrosna jak subretka4! — odrzucił wesoło, całując białą rączkę.

— Wiesz, stanowczo zrywam z tobą! Nie chcę być jedną z wielu.

— Ja jednak cierpliwie znoszę takie stanowisko.

— Ty szkaradna istoto! Powiedz choć jedno.

— Dziesięć, Auroro! Primo5: twój mąż...

— Ech, admirał to amfibia, którego już dwa lata nie widziałam, i żeby nie portret w sali, to bym nie poznała bez rekomendacji.

Secundo6: książę Herbert.